Odnowa w Duchu Świętym
grupa modlitewna "ARKA"

o charakterze modlitewno-ewangelizacyjnym


Pewne wyznanie

Nad głowami sporej grupy ludzi ktoś wołał: "Nie otrzymacie odpowiedzi na wasze modlitwy. To jest tylko wasze złudzenie. Trochę więcej rozsądku! Ze śmiercią wszystko się kończy!"
Mówca stał na cokole pomnika w jednym z dużych miast na zachodzie Europy. Był elokwentny i potrafił przekonywać ludzi. Wielu przystawało, by go posłuchać. Dowodził, że Bóg nie istnieje, a wszelka modlitwa jest daremna i bezskuteczna. Swoje oświadczenie zakończył oświadczeniem, że jest gotów dyskutować z każdym na ten temat. Wkrótce znalazł się ktoś, kto przepchnął się przez tłum i powiedział: "Przyjmuję to wyzwanie".
Stanął przed pomnikiem naprzeciw oczekującego tłumu. Był wysokim, dobrze ubranym mężczyzną. Ale nie był mówcą, nie posiadał takiej pewności siebie jak jego przeciwnik. Przez chwilę spoglądał na twarze słuchaczy, którzy oczekiwali rozpoczęcia dyskusji. Rumieńce wystąpiły na jego twarzy, a na czole pojawiły się krople potu. "Moi przyjaciele - zaczął - nie przywykłem do publicznych wystąpień. Nie przyszedłem tu po to, by zabierać głos, ale kiedy ten człowiek zaprzeczał skuteczności modlitwy i wzywał, aby dowieść mu coś przeciwnego, poczułem się zobowiązany, by wystąpić ".
Słuchacze zaczęli bić brawo za ten prosty i szczery wstęp. "Widzicie przed sobą człowieka, który należał do największych nędzarzy w tym mieście. Byłem pijakiem, hazardzistą, biłem żonę, byłem wykolejeńcem. Rodzinę ogarniał lęk, kiedy słyszała moje kroki. A jednak, chociaż byłem zły i bez wartości, moja żona od lat modliła się, by Bóg uratował moje życie". Zapadła chwila ciszy, po czym mówił dalej: "Pewnego wieczoru niespodziewanie wróciłem do domu wcześniej niż zwykle - i to przypadkiem trzeźwy. Kiedy otworzyłem drzwi, usłyszałem, jak żona w sąsiednim pokoju układa córeczkę do snu. Zachowywałem się cicho, aby móc słyszeć. Moje dziecko modliło się za mnie: "Kochany Panie Jezu, ratuj mojego kochanego tatusia!" W czasie tej prostej dziecięcej modlitwy słyszałem jak żona mówiła, szlochając: "Panie Jezu, odpowiedz na modlitwę mojego dziecka". Obydwie nie wiedziały, że się im przysłuchuję. Po cichutku wyszedłem z domu. To, co usłyszałem, zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Modlitwa mojej córeczki ciągle brzmiała w moich uszach: "Kochany Panie Jezu, ratuj mojego kochanego tatusia". Czy moje dziecko odczuło kiedykolwiek moją miłość? Nie wiem, czy kiedykolwiek je przytuliłem, ucałowałem... Moje oczy napełniły się łzami, gardło zacisnęło się i głośno zawołałem: "Panie, pomóż mi, Panie, odpowiedz na modlitwę mojego dziecka!!!" I On to uczynił. Stałem się nowym człowiekiem. Przeszłość moja została wymazana przez krew Chrystusa. Dzisiaj zajmuje właściwe stanowisko i miejsce w moim domu. Czy nie uważacie, że było by tchórzostwem, gdybym teraz milczał? Czy mogę nie wierzyć, że jest Bóg, który nie tylko słyszy modlitwy, ale również je wysłuchuje?"

Poprzedni rozmówca nie miał już nic do powiedzenia. Ludzie, niektórzy wzruszeni do łez, rozeszli się po cichu.

"Kto odczuwał kajdany grzechu, ten ceni wolność, do której Chrystus go wyzwolił".